środa, 15 stycznia 2014

Rodział Piąty

Samotność. Najlepsze określenie tego co czułam... Daniel wyjechał. Rozpoczęły się ferie zimowe. W tych okolicznościach nawet chodzenie do szkoły sprawiałoby mi przyjemność. Zyskałam jedynie codzienne, puste wpatrywanie się w ściany i przesiadywanie w tej samej bluzie. Szczyt marzeń...  Sama nie wiem dlaczego, ale coraz częściej czuję się zagrożona od strony wampirów. Chyba powinno być na odwrót?  Sama już nie wiem co ja czuję...
                                                                    ***
Punkt dwudziesta rozległo się pukanie do mych drzwi. Któż to taki? Mówiłam, że nie życzę sobie, aby....
- Córeczko? - zza drzwi wychyliła się głowa mojego Ojca.
- Tata? - wpadłam w zdumienie.

Otóż, mój Ojciec nie do końca się mną interesował. Wynajął panią Carter, aby był ktoś kto by się mną zaopiekował i dodatowo zajął się domem. Po raz ostatni w moim pokoju był chyba kilka lat temu. Gdy jeszcze żyła Mama i razem czytali mi do snu... Coś zaszczypało mnie pod powieką na myśl o wspomnieniach.
- Mogę wejść? - spytał.
- Tak, jasne. - "zaprosiłam" go do środka.
Zapadła niezręczna cisza. Ojciec usiadł na krześle od biurka, a ja wbiłam wzrok w podłogę, która nagle stała się niesamowicie interesująca. ,,Co Ojciec może mieć tak ważnego do powiedzenia?", pomyślałam. Ja byłam całkowicie zestresowana, a co przyjęłam z szokiem - Ojciec nie. Spokojnie oglądał pokój, który odnowiłam własnoręcznie z pomocą Daniela... Ups. Zabolało.
- Dużo tu zmieniłaś. - uśmiechnął się Ojciec.
Zmarszczyłam brwi. Przyszedł tu na pogaduszki?
- Przyszedłeś z czymś do mnie, czuć to na kilometr, o co chodzi? - spytałam.
- Więc, Adrienne... To znaczy pani Carter uważa, że się izolujesz od świata... - powiedział. - Dlatego pomyślałem, że może byś chciała iść na patrol. Sama. - dodał.
Spojrzałam na niego oczami wielkości spodka. Czy on mówił serio? Nie pamięta co się wydarzyło ostatnio gdy poszłam na ten patrol? Nie pamięta kogo spotkałam? Chociaż z drugiej strony...
- Dobra.  A teraz możesz iść. - udałam obojętność.
Ojciec zszokowany moją chłodnością, która nie objawia się na codzień, wyszedł. Schowałam twarz w dłoniach. Co się ze mną dzieje?! Raz - bezbronna depresantka, raz - lodowata księżniczka. Wraz ze swoimi przemyśleniami weszłam pod prysznic, aby się przygotować na obejście dzielnicy. Po pół godzinie byłam gotowa. Wsunęłam na siebie kostium, związałam włosy i wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu i odjechałam na Sunsly. Tym razem wybrałam inny parking. Mocniej ścisnęłam mojego Berettę M9 naładowanego ośmioma kołkami osikowymi o wielkości naboju NATO i wysiadłam z jeepa Ojca. To może wydawać się zabawne. Moimi nabojami są drewniane kołki. Muszę jednak przyznać, że ta broń jest naprawdę skuteczna. Cóż... Zdaniem mojego Ojca, rzecz jasna. Wpatrzona w pistolet jak zaczarowana nawet nie zauważyłam, że od dłuższego czasu ktoś mi się przygląda. Podniosłam wzrok. Skierowałam go w głąb lasu. Zadrżałam. Wśród czarnych cieni drzew, świeciły niczym dwa świetliki jego oczy. Szkarłatny kolor tęczówek przemieniał się z zielenią. Niesamowite. Jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w to zjawisko. BŁĄD! "Musisz się oprzeć urokowi wampira...", zadźwięczały mi w uszach pouczające słowa Ojca.  Otrząsnęłam się, ale było za późno.
_______________________________________________________________________________
Co to jest ? :(

1 komentarz: