Srebrno-biała tarcza księżyca zawisła nad koronami drzew. Świat wydawał się cichy, bezbronny. Tak jak i ja, przerażona strachem. Przerażona osobą, która obserwowała mnie od tyłu.
- Dobry wieczór. - potwórzył. - Dlaczego taka dziewczyna siedzi tu sama? - spytał.
Zamarłam. Byłam zbyt przestraszona, aby racjonalnie myśleć, aby pochwycić broń, czy wezwać pomoc. Moje nozdrza uderzył cudowny zapach. Wampirzy zapach. Byłam uwięziona w samochodzie razem z bestią. Pijawką łaknącą krwi. On był potworem, a ja jego ofiarą.
- Czy usłyszę odpowiedź na moje pytanie? - wyszeptał mi wprost do ucha.
Nie zauważyłam nawet kiedy się zbliżył. Był cichy. Bezszelestnie się skradał... W mojej głowie pojawiło się wyobrażenie, jak On zatapia w mojej szyi swoje kły. Jak wstrzykuje we mnie swój jad. Jak cierpię, a On wypija ze mnie życie.
- Po co masz rozpoczynać tą naiwną gadkę, gdy możesz się napić od razu? - przełknęłam głośno ślinę.
Poruszył się niecierpliwie. Już wiedział. Że jestem Łowczynią. Normalny człowiek nie powiedziałby czegoś takiego. Normalny człowiek nie wiedziałby, że to wampir. Wydałam się. Żałowałam, że odmówiłam Danielowi. Poprostu się martwił, a ja od razu zinteprenietowałam to, jako brak wiary we mnie.
- Czemu jeszcze nie walczysz, Łowczyni? - spytał.
- Czemu jeszcze nie zaatakowałeś, Wampirze? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
Po chwili tajemnicza siła wyrzuciła mnie z samochodu, obiłam się o drzewo. Rozmasowałam głowę. Czaska dosłownie mi eksplodowała. Musiałam nieźle oberwać. Przede mną stał on... Wysoki, przystojny, niezwykły wampir. W świetle księżyca świetle go widziałam. Dobrze zbudowany, ubrany stosownie. Miał strój dobrany do naszych czasów. Kasztanowe loki dodawały mu uroku. Zielone oczy, niczym szmaragdy iskrzyły czerwienią, a po chwili całe jego tęczówki nabrały szkarłatnego koloru. Uśmiechnął się, a na jego policzkach wystąpiły dołeczki. Kły tylko błysnęły bielą. Był niesamowicie przystojny. Podszedł do mnie, chwycił mnie w ramiona.
- Daruję Ci życia, ale ono i tak będzie moje. - wychrypiał i rozpłynął się w czerni nocy.
Pozostawił po sobie tylko niesamowite wrażenie i powód do rozmyślań. Co mogły oznaczać jego słowa? Po chwili owiał mnie chłód, a z nieba zaczęły pruszyć małe, zimne płatki śniegu.
***
Od dłuższego czasu siedziałam na kanapie okryta kocem w salce ćwiczebnej Łowców. Starszyzna i Doświadczeni Łowcy rozmawiali o wampirze, którego spotkałam, a Daniel nie miał nawet ochoty ze mną pogadać. Obok mnie przeszła Mary - Doświadczona Łowczyni, a zarazem najzarozumialsza dziewczyna, jaka może istnieć. Przysiadła się do mnie.
- Zawsze wiedziałam, że się nie nadajesz... - westchnęła. - Jesteś we wszystkim beznadziejna. Nawet nie umiesz sobie poradzić z byle wampirkiem. - ciągnęła.
- Rozmawiałaś z moim tatą? To był Harry Styles. - odpowiedziałam.
Mój tata należał do Starszyzny, znał się świetnie na wampirach, więc od razu wiedział z kim miałam do czynienia. Z Harry'm Stylesem. Uznał go za ,,Najniebezpieczniejszego wampira na świecie". To budziło respekt. Nawet u Mary. Odczytałam zaskoczenie na jej twarzy.
- Uhm... Nieważne. Poza tym, trzymaj. Powinno to Cię zainteresować. - cisnęła we mnie pomiętą karteluszką.
Zaczęłam czytać zawartość kartki. Od razu rozpoznałam pismo Daniela. No, tak. Mój chłopak i Mary byli najlepszymi przyjaciółmi. Próbował mnie i ją ze sobą zaprzyjaźnić, ale jakoś mu to nie wyszło.
Odczytanie pomiętego liściku sprawiało mi trudności, ale wreszcie rozszyfrowałam to. U dołu był dopisek. Najwyraźniej dopisała to Mary. "Znalazłam to w koszu. Sądzę, że powinnaś o tym wiedzieć." To nie było w jej typie. "Martwić" się o mnie. Ona coś knuła i musiałam się dowiedzieć co. Schowałam karteczkę do kieszeni i zaczęłam bacznie ją obserwować do końca spotkania Łowców.
***
Nastał świt. Ale w ogóle jakoś mnie to nie obchodziło. Mimo to musiałam w końcu wygramolić się z łóżka. Ubrałam się szybko i zeszłam na dół, gdzie czekało już na mnie śniadanie i pani Carter - nasza gosposia.
- Dzień dobry, Lauro. - uśmiechnęła się promiennie.
- Dla kogo dobry, dla tego dobry. - westchnęłam.
- Co jest? - spytała.
Spojrzałam na nią błagalnie.
- Ach, tak. Wasze łowieckie sprawy, nie wtrącam się w to. - przytaknęła.
Pani Carter była co prawda człowiekiem z "zewnątrz", ale doskonale wiedziała o Łowcach, więc szybko wyjawiliśmy jej nasz sekret. Była taka kochana i wyrozumiała. Niestety - jak wszyscy w moim otoczeniu, była ciuuut nadopiekuńcza. Zabrałam się do jedzenia. Jednak moje ulubione płatki, miodowo-ryżowe krążki nawet nie smakowały mi tak, jak zawsze. Miałam zepsuty humor i tyle.
- A tak w ogóle ktoś tu był, jakiś chłopiec. To nie był Daniel. - zaczęła. - Tak, czy siak zostawił liścik. To ktoś ważny? - spytała, podając mi list.
Od pewnego czasu trafiam na same liściki...
- Nie. Pewnie jakiś znajomy, albo kolega po fachu. - rzuciłam.
Pokiwała głową. Zjadłam czym prędzej śniadanie. Przyznam się bez bicia - zainteresowało mnie to. Pobiegłam do swojego pokoju. Długo obracałam kopertę bez adresu. Wreszcie ją otworzyłam. Z środka wypadł jedynie śliczny naszyjnik.
Był oszałamiający piękny, co się wiązało z tym, że z pewnością był drogi. Ale to nie był prezent od Daniela. Nawet jeśli pani Carter nie powiedziałaby mi kto przyniósł kopertę, zauważyłabym, że Daniel zazwyczaj daje mi własnoręczne drobiazgi. To musiało być od kogoś zupełnie innego... Tylko od kogo?
_______________________________________
No i tak i oto pojawia się Rozdział Drugi z, którego jestem pół na pół zadowolona. Myślę, że mógł być lepszy, ale ocenę zostawiam Wam. Nie wiem, czy jutro zdążę coś dodać, ale postaram się. Będę szukać czegoś co mnie natchnie :) Pozdrawiam! ;*
_______________________________________
No i tak i oto pojawia się Rozdział Drugi z, którego jestem pół na pół zadowolona. Myślę, że mógł być lepszy, ale ocenę zostawiam Wam. Nie wiem, czy jutro zdążę coś dodać, ale postaram się. Będę szukać czegoś co mnie natchnie :) Pozdrawiam! ;*
ojejjjuuu megaaa, pisz dalej jak najszybcieeej !!! <3
OdpowiedzUsuńPisz dalej fajne *_* <3333
OdpowiedzUsuń